Kalendarz Powszedni II (2)
Dzisiaj wszystkie upiory się pochowały. Gnom spod stołu ledwie zerka. Topielica wanny nie okupuje, wody nie zużywa. Chochliki swawolą jedynie po klawiaturze. Na zewnątrz poświstuje jakiś daleki krewny halnego...
Artykuł pochodzi z numeru:
|
Kalendarz Powszedni II (1)
Jeszcze kilka dni temu...
... piętrzyły się tutaj jakieś telewizory...
Artykuł pochodzi z numeru:
|
Kalendarz Powszedni /17/ Karuzela
Drzwi były dość sterane. Nie miały klamki, tylko taki klawy mosiężny uchwyt. Były pomalowane na brązowo. Prowadziły – co nietrudno się domyślić – do wnętrza. Wnętrzem tym był sklep spożywczy. Był chleb i dżem i dużo innych rzeczy. I był Pan, co nudził się niemiłosiernie. Wkrótce więc lokal opustoszał i na drzwiach pojawiła się kartka: „Do wynajęcia”. Znalazł się chętny. Przemalował wnętrze i drzwi. Raziły sterylną bielą. Zapraszały do baru. Nowy właściciel postanowił ludzi karmić hot – dogami, zapiekankami, po jakichś dwóch tygodniach sprowadził nawet rożen do opiekania mięsa na kebaba. Cóż, i ta propozycja nie została doceniona przez mieszkańców. Kartka o wynajmie zawisła…
Artykuł pochodzi z numeru:
|
Kalendarz powszedni /1/
To są ciała. To są ludzie. Leżą. Pokancerowani. Kalecy. Pozszywani, poskładani. Niektórzy przemieszczają się opornie… Za innych pracują maszyny.
Artykuł pochodzi z numeru:
|
Kalendarz powszedni /2/

Nadjeżdża niekwestionowany władca szos. Nie jeden, a około sto koni do okiełznania. Pod butem bez ostrogi. Ułan w skórzanej zbroi, w hełmie szczelnie osłaniającym twarz.
Artykuł pochodzi z numeru:
|
Kalendarz powszedni /3/

W ruch poszły fotografie, rysunki, zapiski, notatki. Wspomagacze pamięci, ersatze emocji, protezy uczuć.
Artykuł pochodzi z numeru:
|
Kalendarz Powszedni /4/
Idzie. Uśmiecha się. Oddycha rozgrzanym powietrzem przesyconym jaśminem. Patrzy na delikatne białe płatki opadające wokół Niego. Słucha świergotu ptaków. Kosa, szpaka czy nawet gruchania gołębia. Widzi te ptaki, widzi kwitnące akacje.
Artykuł pochodzi z numeru:
|
Kalendarz Powszedni /5/
Jeszcze mrok przebijają wytrzeszczone ślepia latarń. Jeszcze poranek nie rozgarnął brudnego całunu mgły spowijającej wszystko. Jeszcze wkoło trwa cisza z rzadka przerywana nerwowym skrzekiem ptaków wywołujących nieuniknione nadejście. Jeszcze trwa ten stan walki, pojedynku. Ale już niedługo. Jeszcze trochę a latarnie - emisariusze dnia - wyłączą się, niepotrzebne. Całun mgły ustąpi, tylko gdzieniegdzie będzie zalegał w ostatnich szańcach. I wszystko szczęśliwie będzie jasne i dosłowne.
Artykuł pochodzi z numeru:
|
Kalendarz Powszedni /6/
Nasz obol jest zazwyczaj wielorazowego użytku. Nie trzymamy go pod językiem - czasy się zmieniają - szybkim ruchem przesuwamy nad elektronicznym czytnikiem by uprawomocnić tę podróż naszym Styksem dnia powszedniego.
Artykuł pochodzi z numeru:
|
Kalendarz Powszedni /7/
Niedzielny ranek. Papierosa! Paczka. Pusta, cholerny świat. Może w drugiej zaplątał się jakiś? Ni groma. Krótki rajd po nie opróżnionych popielniczkach. Cóż za głupia maniera dopalania praktycznie do końca… O z tego da się jeszcze wyciągnąć ze dwa machy.
Artykuł pochodzi z numeru:
|
Kalendarz Powszedni /8/
To ich placyk. Nieopodal sklepu. Oni się zmieniają, wykruszają, zastępują ich następni. Miejsce się nie zmienia.. Plac zagubionej pamięci. Zbierają się, gdy mgła się jeszcze nie podniosła a suchość w przełyku stała się już nie do zniesienia. I nerwowa lekcja rachunków. Styknie, czy nie? Niechby stykło.
Artykuł pochodzi z numeru:
|
Kalendarz Powszedni /9/
Jak miał naprawdę na imię - na dobrą sprawę nikt nie wiedział. To uczniowie tak Go nazywali - Strażnika Przejścia Przez Ulicę. Co dzień podjeżdżał do swojego miejsca pracy całkiem przyzwoitym samochodem, wyciągał z niego duży lizak z napisem STOP, na grzbiet wciągał pomarańczową służbową kamizelkę i z całą pieczołowitością ułatwiał maluchom przedostanie się na drugą stronę ulicy.
Artykuł pochodzi z numeru:
|
Kalendarz Powszedni /10/
Oto nadeszła pora pożegnać się z podkoszulkami o szortach nawet nie wspominając. Włóżmy do szaf przesiąkniętych naftaliną.
Artykuł pochodzi z numeru:
|
Kalendarz Powszedni /11/
Od rana nie ustaje palba. Znacznie zwiększyło się uzbrojenie naszej społeczności, zwłaszcza tej w dolnych rejestrach wiekowych. Petardy wszelakiego rodzaju pękają pod nogami, po ulicach biegają chłopięta uzbrojeni w jakże mocno zapisane w naszej tradycji dziejowej kałasznikowy i schmeissery.
Artykuł pochodzi z numeru:
|
Kalendarz Powszedni /12/
Mieszkał całkiem skromnie. Takie tam, późno gomułkowskie dopuszczalne przepisami 100 metrów przestrzeni życiowej dla rodziny.
Artykuł pochodzi z numeru:
|
Kalendarz Powszedni /13/
Plugawe swą dosłownością. Pokryte wżartymi w beton plwocinami i wymiocinami, nierzadko krwią zalewane. Miejsca niegodne scen, których bywają świadkami.
Artykuł pochodzi z numeru:
|
Kalendarz Powszedni /14/
Trzeba mieć refleks. Zmysł i wyczucie. Wszak tyle mamy wyborów. A każdy kusi i nęci. Zniewala, wabi. - Bo, tylko dzisiaj u nas na ten wyrób, możecie mieć czterdzieści dwa procent rabatu, posłuchajcie, czterdzieści dwa procent - wbija się głos w ostatnie szare komórki. - Tylko dzisiaj, ilość produktów ograniczona, trzeba się szybko decydować!
Artykuł pochodzi z numeru:
|
Kalendarz Powszedni /15/
Leżał, odrzucony impetem uderzenia. Nogi bezradnie rozłożone. Jedna tak dziwnie wykrzywiona. Ze skarpetki wystawał duży paluch.
Artykuł pochodzi z numeru:
|
Kalendarz Powszedni /16/
O jakie sumiaste wąsy ma ten facet na tym dziwnym samojezdnym odkurzaczu i z jakąż gracją nas wymija. Wirtuoz po prostu. Wieniawski i Paderewski odsysacza. Od progu agresywny Paul McCartney ze swoim czasem bożonarodzeniowym wwierca się w uszy i potylicę.
Artykuł pochodzi z numeru:
|