- Moja córeczka będzie żyła, prawda? - to jedyne pytanie matki 11 letniej Alicji, którą potrącił pijany kierowca. Po wypowiedzeniu tych słów, pani Helena zasłabła. Dwa dni później dostała zawału. Cudem przeżyła. Alicja zmarła na skutek doznanych obrażeń.
To jeden z zatrważającej liczby przykładów. Pijani kierowcy na polskich drogach, to plaga uzbrojonych zabójców wyposażonych w odpowiednie mechanizmy prawne i społeczne, które zezwalają im zabijać i uczą tego jak to robić w najokrutniejszy sposób.
Rządy, nie tylko w naszym kraju, stworzyły dla tych celów specjalne normy, które nazywamy dopuszczalną ilością alkoholu we krwi. W naszym kraju wystarczy mieć 0,2 promila, by móc - praktycznie bezkarnie - zabijać. Co bowiem grozi pijanemu użytkownikowi dróg, jak tylko zabranie prawa jazdy, a w przypadku tzw. pijanego roweru, skarcenie przez sąd grodzki, oddanie pod opiekę anioła stróża w postaci kuratora i bezwzględny /sic!/ zakaz jazdy na rowerze, absolutnie nie respektowany, bo kto to sprawdzi?
W większości przypadków, nie ma przymusu leczenia, a z zalecenia sądu, by taki potencjalny morderca poddał się leczeniu. nie musi skorzystać. Natomiast kurator ma za zadanie dbać o niego, by ten postarał się o pracę, bo najczęściej jej nie ma, by nauczył się, że grzywnę można odroczyć jak napisze się pismo o jej umorzenie. W najgorszym z przypadków sąd rozłoży ją na raty, których delikwent i tak nie będzie płacił, a do więzienia nie pójdzie, bo zanim procedury pozwolą na jego skazanie, to albo sam po pijanemu zginie, albo zabije kogoś innego, a wtedy to już inna sprawa.
Jak zabije po gorzale, to już może zarobić parę lat, pozbawią go prawa jazdy, ale też nie zmuszą do leczenia odwykowego. Górnej granicy kary (10 lat) też trudno się spodziewać, bo kara ma być surowa, ale też musi mieć charakter edukacyjny. Nasz system penitencjarny o tej edukacji może coś powiedzieć.
W więzieniu, jeśli będzie miał szczęście tam trafić, otrzyma opiekę penitencjarną, może nawet będzie uczestniczył w spotkaniach Anonimowych Alkoholików na terenie zakładu karnego, bo to daje gwarancję nagród, resocjalizacja przebiega wtedy właściwie i jest wielka szansa, że warunkowe, po odbyciu połowy kary, dostanie, bo karany pierwszy raz, nieumyślne spowodowanie śmierci - szkodliwość czynu niewielka. Siedząc sobie spokojnie w celi, skoro już od alkoholu odwyka, udziela się dla jednostki penitencjarnej, to i dyrektor zakładu zezwoli, by w celi miał video i inny sprzęt. Teraz sobie pomyśli jak się tutaj, w warunkach izolacji odnaleźć, pozna nowych kumpli, takich już prawdziwych, którzy mu później, po wyjściu to i ciekawą pracę załatwią. Dobry kierowca, zabić umie, będzie robota na bank. Przy okazji opisze o tej swojej trudnej sytuacji i niesprawiedliwości do swojej dziewczyny poznanej poprzez medialne anonse, która będzie go odwiedzać w więzieniu, gdzie są tzw. miękkie widzenia. A to wszystko dostaje od Państwa tylko za to, że był łaskaw mieć we krwi powyżej 0.2 promila alkoholu i udało mu się trafić samochodem w człowieka.
Ale nie tylko życie może zabrać pijany kierowca. Ma jeszcze inne przywileje. Może z nas zrobić kalekę, zniszczyć nasze plany i marzenia. Tak się stało w przypadku motocyklisty Łukasza, który został potrącony przez pijanego kierowcę samochodu. Łukasz to wytrawny kierowca, dla którego jazda na motorze to życiowa pasja. Brał udział w krajowych i międzynarodowych rajdach motocyklowych. Przed wypadkiem szykował się do renomowanego Motocyklowego Rajdu Katyńskiego, chciał jechać na Słowację, w góry, nad morze, na Mazury. Teraz leży w szpitalu i czeka na kolejną operację. Przeżył. Czy wróci jednak na motor, tego jeszcze nie wiemy.
Nie będziemy pisać kolejnych błagań o to, by wsiadając za kierownicę, pamiętać, że zasada “piłeś - nie jedź” powinna być dla was święta, nie będziemy przestrzegać, bo dla pijących to tylko pożywka do żartów przed pijanym rajdem po ulicach miast.
Zakończymy słowami innej matki, której dziecko zabił pijany kierowca:
- Gdybym mogła cofnąć czas, to dzień przed tym, jak zginęła moja Madzia, zabiłabym Roberta, bo ten drań jeździł po pijanemu nie raz po wsi. Sama poszłabym siedzieć, ale moja córka by żyła.
Artykuł ukazał się także w “Linii Otwockiej”
Brak komentarzy.