Janusz Maciejowski
„Wake The Sleeper" jest 21 albumem zespołu i pierwszym studyjnym wydanym od 1998 roku. Tytułowy utwór „Obudź śpiocha" to prawdziwe przebudzenie starego, klasycznego hard rocka, pełne rozbudowanych fraz organowych, przeplatanych harmonicznymi historiami gitarowymi. Utwór jest pełen energii, nie tylko budzi, ale wskrzesza istotę rocka.
- Chcieliśmy nagrać płytę, która pokazuje naszą pasję i energię, której nigdy nie brakowało w naszej muzyce. Mam nadzieję, że to nam się udało i słychać to już od pierwszych brzmień na płycie - mówi Mick Box, założyciel Uriah Heep.
Od ostatniego albumu, zatytułowanego „Sonic Origami" do pojawienia się „Wake The Sleeper" minęło dziesięć lat. Mick Box tłumaczy to kłopotami z wytwórniami płytowymi, brakiem możliwości dialogu z bezwzględnym przemysłem fonograficznym. Przez ten czas zespół cały czas koncertował. W Londynie odbywały się koncerty pod hasłem „The Magician’s Birthday Party", gdzie spotykali się byli i obecni członkowie zespołu oraz jego fani. W Polsce zespół gościł cztery razy, w 1989, 1992, 2006 i 2007 roku.
Lubią grac w naszym kraju, bo jest tutaj specyficzna i pełną energii publiczność, która czuje ten rytm i potrafi dzielić się z zespołem energią. Takie koncerty to dla Uriah Heep ładowanie akumulatorów.
Kiedy Mick wychodzi na scenę widać poważnego i statecznego pana w średnim wieku, przypominającego trochę wróża, trochę kaznodzieję. To ten sam chłopak z lat sześćdziesiątych, jakby zatrzymany w czasie. Gdy go słyszymy, mamy wrażenie świeżości i młodość wraca w nas, dodaje rockowych skrzydeł. Dla mojego pokolenia, czterdziestolatków, to historia strunami i Hammondem pisana, która nie przemija, dla młodych ludzi, to jak odkrycie zagadki nieśmiertelności.
Podczas tegorocznego koncertu, który odbył się w warszawskiej „Progesji" 5 listopada, publiczność dzieliła się właśnie na tych w przedziale wieku 16- 19 lat, potem długo nic i 40 lat wzwyż. Zauważyłem kilkoro całkiem młodych chłopców, którzy przyszli z dziadkami.
- To moje życie, moja młodość - opowiada Zenek, właściciel firmy transportowej - wychowałem z ta muzyką syna, teraz jestem tu z wnuczkiem Maciusiem.
Maciuś ma 11 lat. Zapytałem go czy mu się podoba, jak on czuje tę muzykę. Odpowiedział, że jest to kawał dobrego brzmienia, znał już „Wake The Sleeper", bo dziadek mu kupił i uważa, że teraz już tak dobrze młode kapele nie grają.
- To najwyższa klasa - twierdzi Maciuś. Potem wymienia inne zespoły, które lubi. Większość to „dinozaury" rocka.
A dla mnie Uriah Heep ma znaczenie szczególne, bo kiedy przekraczałem bramy jednostki wojskowej z biletem w ręku, to w chwili, gdy wszedłem do pokoju oficera dyżurnego, razem z powietrzem przyszły do moich uszu słowa „There are was on a july morning"z utworu „July Morning", a był to właśnie lipcowy poranek.
Teraz, słuchając najnowszego albumu, nic się nie zmieniło, to nadal gwarancja najwyższej jakości i ten baśniowy klimat, tak charakterystyczny dla zespołu, który wziął nazwę od postaci z powieści „Dawid Copperfield" Karola Dickensa.
fot. Janusz Maciejowski
Brak komentarzy.