Decyzja powiatowego lekarza weterynarii o wykreśleniu z rejestru schronisk dla zwierząt celestynowskiej placówki została wydana z powodu rażących zaniedbań oraz nie spełnienia warunków
i obowiązków. To nie jest decyzja nagła, nie została podjęta pochopnie i bez przemyślenia. Nie jest to też łatwa decyzja, ale kiedy rok temu po raz pierwszy dowiedziałem się, że schronisko w Celestynowie ma zostać zamknięte, to się oburzyłem. Jak można, przecież trzeba być bez serca, aby podjąć taką decyzję. Dzisiaj uważam, że brakiem serca i życzliwości dla tych zwierząt byłoby pozwolenie na funkcjonowanie schroniska w obecnych jego warunkach.
Schronisko dla bezdomnych zwierząt w Celestynowie od kilkunastu lat boryka się z problemami. Wielokrotnie, co kilka lat, po kontrolach przeprowadzonych przez powiatowego lekarza weterynarii, były zalecenia usunięcia zaniedbań.
W 2007 roku po raz pierwszy padło ostrzeżenie, że jeśli Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami, na którym spoczywa obowiązek opieki nad tym schroniskiem, niedokonana gruntownych zmian w funkcjonowaniu placówki, to może się zdarzyć konieczność zamknięcia placówki.

Zwierząt było i jest tam za dużo, schronisku potrzebny jest gruntowny remont i zmiana dotychczasowej formy zarządzania.
Od wielu lat niepodzielnym, jedynym władcą i panem schroniska jest dyrektor Izabela Działak. To wspaniała, cudowna kobieta, nazywana psią mamą, całe swoje życie poświęciła dla schroniska, a wszystkie najlepsze uczucia zainwestowała w schroniskowe pociechy. Ale miłość to nie wszystko.
Przez ten czas schronisko niszczało, rzeczy, sprzęt, pomieszczenia, nie są wieczne.
Co jakiś czas trzeba je nie tylko remontować, ale wymieniać na nowe.
Pani Iza kochała i kocha zwierzęta, ale o tych przyziemnych sprawach jakby zapomniała.
I tak minęło ponad 20 lat.
Placówka obecnie przypomina bardziej przechowalnię niż schronisko dla bezdomnych zwierząt. W 2009 roku po raz pierwszy pojawiła się realna groźba zamknięcia tego źle funkcjonującego schroniska. TOZ nie przyjął tego do wiadomości, choć padły z jego strony, nie po raz pierwszy, deklaracje, że coś z tym zrobią.
Nie zrobili nic, schronisko, co prawda, nie zostało wtedy jeszcze zamknięte, ale zakazano przyjmować nowe zwierzęta.

W 2010 roku, gdy po wakacjach rozmawiałem z dr Grzegorzem Kurkowskim, czy zamierza dalej pobłażać i przymykać oczy na zaniedbania TOZ-u, usłyszałem, że nie chce podejmować tak drastycznych kroków, ale prawdopodobnie będzie do tego zmuszony.
Rozmawiałem też wtedy z TOZ-em, podałem konkretne propozycje współpracy, przygotowanie kampanii na rzecz ratowania schroniska, oczekiwałem jedynie współpracy.
Okazało się, że takiej pomocy, to oni nie oczekują, mają już plan naprawczy i możliwości na pozyskanie pieniędzy na remont, więc bardzo dziękują, ale dadzą sobie radę. Zapytałem wtedy o możliwość zapoznania się z tym planem.
Miał dotrzeć do mnie droga elektroniczną w ciągu kilku dni. Nie dotarł nigdy. W tym tygodniu, gdy rozmawiałem z panem Łukaszem Balcerem, członkiem zarządu TOZ, dowiedziałem się, że plan ten nie jest do udostępniania, bo jest to plan wewnętrzny, ale mogę mu wierzyć, że taki plan powstał, jest i będzie wdrożony. Rzekomo tak się dzieje.
- Plan powstał, ale jest problem ze środkami finansowymi – mówi Łukasz Balcer – Nie mamy środków, aby remontować schronisko, ale co możemy, to robimy, ten plan dotyczy m. in. zmniejszenia liczby zwierząt przez zwiększenie adopcji, na co kładziemy szczególny nacisk.

TOZ liczy też na bezinteresowną pomoc gmin, zwłaszcza Celestynowa, bo przecież schronisko jest na ich terenie, a inne gminy także ze schroniska korzystają.
Rok temu odbyło się spotkanie, w którym uczestniczyli przedstawiciele gmin powiatu otwockiego, TOZ-u i pani dyrektor Działak. Było to jednak spotkanie bardziej towarzyskie niż rozmowy o konkretnych działaniach.
Taka gra wstępna, ale jakby żadna strona nie przygotowała rzeczowych rozwiązań. Padło jednak wtedy zdanie o wzajemnej pomocy na ściśle określonych warunkach. Gminom chodziło o to, że oczekiwały, iż TOZ zrozumie termin współpraca, który oznacza działanie przynoszące obu stronom wzajemne korzyści.
Pomysł jednak umarł śmiercią naturalną, bo nikt już potem do niego nie wracał. W rozmowach, które przez ten czas prowadziłem, strony wspominały o tym spotkaniu, ale nikomu, tak naprawdę nie chciało się do niego wracać, a sam TOZ nie był też szczególnie zainteresowany. Nawet pomyślałem wtedy, że pewnie przedstawiciele towarzystwa unieśli się ambicjami, przedstawią swój plan, a na ulicach powiatowych gmin pojawią się zachęcające do pomocy schronisku bilbordy.

Nic takiego jednak się nie wydarzyło, a wielu ludziom zatroskanym o losy schroniska, zrobiło się przykro, bo kolejny raz sprawa ucichła, a sytuacja nie zmieniała się aż do dzisiaj.
Nie do końca jednak nie zmieniała się, bo liczba zwierzaków powiększała się i urosła obecnie do sześciuset, a okoliczni mieszkańcy zaczęli coraz częściej skarżyć się, że do ich domostw dociera coraz większy smród, a przed bramami schroniska i w jego obrębie roi się od watah przebywających tam psów, jakby czekały na zwolnienie miejsca dla nich.
Jedne z tych skarg były wyolbrzymione, inne pokrywały się z rzeczywistością.
Wspólnym jednak mianownikiem, który pojawił się, a z którym i ja się zgadzam, jest to, że pani Iza utraciła panowanie nad zarządzaną przez nią placówką i konieczna jest jej abdykacja, może nie na rzecz jakiegoś nowego księcia z bajki, który pocałuje śpiącą królewnę i stanie się cud, ale menadżera, który zajmie się od strony marketingowej i logistycznej stworzeniem realnego planu remontu, pozyskiwaniem pieniędzy i stworzeniem bazy tych, na których pomoc można zawsze liczyć.
Pani Iza natomiast, żeby ktoś nie pomyślał, że jestem bestią i nawołuję do usunięcia jej całkowitego, zajęłaby się wtedy, już ze spokojnym i czystym swoim wielkim sercem pomocą merytoryczną. Ona sama ze mną się zgadza i przyznaje, że z chęcią przekaże swoją wiedzę następcy.
- Ja jestem jak najbardziej za tym – mówi Iza Działak – tylko znajdźcie mi kogoś takiego, bo jak do tej pory, a naprawdę szukamy, nikt taki się nie zgłosił.

TOZ też obiecuje, że szukają. TOZ jest fachowcem, obiecywać potrafią profesjonalnie. Ja na te obietnice nabrałem się już dwa razy. Teraz będzie trzeci, bo wciąż jednak wierzę, że wreszcie wezmą się do roboty.
W rozmowach wygląda to zachęcająco, ale takich rozmów przez tych kilka lat było już setki.
Pojawiła się jednak szansa na remont schroniska. Zgłosiła się z ofertą pomocy niemiecka fundacja TSV Neuss zajmująca się pomocą dla schronisk na całym świecie.
- Od kilku lat staramy się pomóc temu schronisku – mówi Dorota Hanak, przedstawiciel Neuss – Jest tam bardzo potrzebny gruntowny remont. To schronisko zainteresowało nas, bo jest tam niezbędne, ale nie może funkcjonować w takiej jak dotychczas formie. Mamy możliwości finansowe pozwalające nam wesprzeć placówkę nawet w 1/3 całości kosztów. Mamy też ludzi, którzy są fachowcami w wyciąganiu na prostą takich schronisk i chcemy bardzo pomóc. Ale uważamy także, że TOZ i gminy, które są zainteresowane umieszczaniem tam zwierząt, powinny w tym uczestniczyć i partycypować w koszta. My zrobiliśmy już pierwszy krok, teraz oczekujemy, że zostanie zorganizowane spotkanie stron zainteresowanych. TOZ ma przygotować rzetelny plan. – Dodaje.

W ubiegły weekend fundacja przywiozła cztery nowoczesne kojce dla psów, które zostały przekazane schronisku. Na razie jednak nie staną na terenie, bo jest za mokro, ale TOZ przygotowuje, jak zapewnia nas Łukasz Balcer, także projekt odwodnienia terenu.
Wszystko jak w bajce, tylko że TOZ takich planów obiecał już kilka i jakoś nie spieszy się, aby wreszcie to zrobić.
To dotychczasowa postawa TOZ, jak uważają gminy, jest jednym ze źródeł problemów schroniska. W gminach twierdzą, że towarzystwu nie jest na rękę podpisywanie umów z gminami, bo wtedy musieliby się dokładnie rozliczać i wszystkie operacje finansowe byłyby jawne. TOZ twierdzi, że gminy wycofywały się powoli z obiecanych partycypacji w pokrycie części kosztów związanych z naprawą schroniska.
- To musi być konkretny, jasny plan, musimy wiedzieć w co mamy inwestować i dlaczego – mówi prezydent Otwocka, Zbigniew Szczepaniak – gmina Otwock nigdy nie wycofywała się żadnych deklaracji dotyczących schroniska, bo takich nie składała, gdyż nie wpłynął żaden konkretny projekt. Jesteśmy otwarci na pomoc, gdy zostanie jasno przedstawiona nam oferta współpracy.
Podobnie wypowiadają się inne gminy, Burmistrz Karczewa Dariusz Łokietek już w zeszłym roku był zainteresowany pomocą, bo w gminie Karczew problem bezpańskich psów istnieje.
- Rok temu były rozmowy, ale nic z nich wynikło, natomiast gmina Karczew chętnie rozważy możliwości wsparcia inwestycji na rozsądnych warunkach, jeśli takie zostaną nam przedstawione.

Gmina Celestynów, już z racji tego, że to na jej terenie jest schronisko, bardzo jest zainteresowana pomocą.
- Szukamy rozwiązań prawnych, aby nasza pomoc była skuteczna i liczymy na współpracę TOZ-u – mówi Paweł Mucha, kierownik referatu promocji UM Celestynowa – Chcemy mieć gwarancję, że nasza pomoc nie pójdzie na marne. Chcemy zawrzeć takie porozumienie, które będzie gwarantowało bezpieczeństwo mieszkańców i, aby pomoc, którą zorganizujemy, była racjonalnie spożytkowana.
Schronisku potrzebny jest przede wszystkim dobry gospodarz, menadżer, który przedstawi realny biznes plan opisujący na co najmniej kilka lat możliwości rozwoju schroniska. Potrzebne jest spotkanie zainteresowanych podmiotów i działania kompleksowe naprawcze, a należy zakończyć te kilkuletnią falę obietnic i deklaracji bez pokrycia.
Wielu miłośników zwierząt uniosło się i oburzyło decyzją powiatowego weterynarza i powstały protesty, w których czytamy m. in. o rzekomym wyrzucaniu psów na bruk. Są to niepotrzebne przekłamania i taka forma nie jest żadną pomocą, a wręcz może zaszkodzić placówce.
Nie rozwiążą też problemu złotówkowe wpłaty na konto TOZ, bo jest to jedynie kropla w morzu potrzeb.
Zamiast wysyłać pieniądze lepsza jest pomoc rzeczowa.

Często ujmujemy się za tymi, którym dzieje się krzywda, a to dobrze świadczy o naszych uczuciach, ale nie zapominajmy, że pomoc, aby była skuteczna, musi być trafiona.
W schronisku od ponad tygodnia jest wielki ruch, sprzątają, krzątają się, ruch na wielkim bazarze.
Zastanawiam się, czy to tylko efekt medialnego bumu i pokazania się, że przecież my robimy, a te bestie chcą nas zjeść, czy rzeczywiście coś wreszcie sumieniami ruszyło.
To pokaże czas. Jeśli ruszyło, to decyzja wydaje się słuszną, bo może dotrze także do sumień tych, którzy tej sytuacji nie znali. Do konkretnych inwestorów, do których nikt nawet nie próbował dotrzeć. Decyzja nie wyrzuca psów na bruk, a nakłada obowiązki na opiekunów schroniska. Wykreślenie z listy schronisk nie oznacza sobiepaństwa i bezkarności. Nie jest też zakończeniem drogi administracyjnej. Oby nie musiała otworzyć drogi prawnej.

Komentarz autora: Z perspektywy obserwatora świat zawsze będzie wyglądał inaczej niż wewnątrz jego problemów, wystarczy pokazać ckliwe fotki, wszcząć akcję, że dzieje się krzywda i zrobi się szum. Tak jest na społecznościowym Facebooku, gdzie wskazano tych złych, wydano wyroki i nakierowano na „właściwe” tory opinię publiczną. Setki użytkowników ruszyło sumienie, będą wpłacać, nieść pomoc petycjami i odezwami, ale z tych setek niewielu zdecyduje się na adopcję. A to jedyny ratunek dla tych zwierząt. Bo remont nie zacznie się dzisiaj, bo nie będzie kosztował symbolicznego smsa za kilka złotych, bo nie ma jeszcze nawet jego planu ani nawet sprecyzowanych na papierze potrzeb. Są obietnice, że potrwa to kilka lat. Takich deklaracji było już kilka. Pierwsza, gdy zaczęło się dziać źle. Ile razy jeszcze TOZ będzie zapewniał, że taki plan powstanie i, że w ciągu kilku lat będzie cacy? Temu trzeba było położyć kres.
Nie warto wierzyć ani w deklaracje, ani we wszystko, co media napiszą, minęły już czasy, gdy wmawiało się ludziom, że jak o czymś napiszą czy na ekranie pokażą, opatrzą komentarzem, to znaczy, że tak było. Chociaż wciąż ludzka naiwności jest wielką panią i włada zwłaszcza tam, gdzie można odwołać się do uczuć.
Kilka lat temu, gdy pracowałem jako terapeuta w ośrodku dla bezdomnych ludzi, wydawało mi się, że będąc z nimi na co dzień, znam dokładnie przyczyny ich bezdomności, uczucia i potrzeby. Pewne wydarzenie spowodowało, że postanowiłem nie tylko być wśród nich, ale z nimi i żyć przez jakiś czas tak, jak oni. Zamieszkałem na terenie placówki i dopiero wtedy zobaczyłem, jak niewielka była moja wiedza o problemie.
Wracając do zwierząt, mam cztery kotki, które przygarnąłem kilka lat temu i piątego, który przychodzi, czasami z przyjaciółmi, pod mój ganek. Czasami, gdy długo pracuję zdarza mi się być niedobrym ich opiekunem, bo za późno wymienię kuwetę. Wiem, że nie karmię ich najdroższym żarciem, że nie poświęcam im tyle czasu, ile powinienem, ale daję im dom, uczucia i codziennie dla nich „poluję”, bo one czekają i sprawdzają, jakie w siatce przyniosłem zdobycze.
A Daisy, którą znalazłem mokrą i wyziębiona na klatce, a której zaczęła matkować Milene i walczyć z Dagny o pozycję i Trinity, która bez przerwy gada, nawet przez sen i potrafi mnie czasami obudzić, bo ściągnę jej kołdrę, a ona musi mieć ciepło, przyjęły mnie do swojego stada i to ja jestem w nim gościem. I nie wyobrażam sobie innych relacji, bo bycie gościem w takim towarzystwie, to zaszczyt. Adoptujcie sobie jednego zwierzaka z Celestynowa, a przekonacie się, że czworonożne żywe zwierzę, to niepomiernie więcej niż sms czy przekaz nawet z pięcioma zerami.

______________________________________________________________________

Propozycja plakatu, który chcę dać w wysokiej rozdzielczości na rzecz Schroniska.
Kto podjąłby się wyprodukowania i przekazania gotowych plakatów?Proszę o kontakt: 503670896fot. Janusz Maciejowski