ROZDZIAŁ DRUGI
Krzysiek spotkał się z Michałem, był ciekawy jak mu poszło zarzucanie sieci na nową zdobycz.
- Jak nowa panienka? Będzie coś z tego?
- Umówiłem się z nią na jutro. Widzisz, żadna nie potrafi mi się oprzeć… ma się ten urok… - Michał zaśmiał się szyderczo.
- Chyba nie było takiej, która by ci odmówiła.
- Jakoś sobie nie przypominam…
- Michał był pewny siebie.
- No dobra opowiadaj, kto to jest, skąd się tutaj wzięła – Kris próbował się czegoś dowiedzieć.
- Jest córką nowego kierownika, ma na imię Anka i z tego, co się orientuję, przyjechali z jakieś wiochy na Mazurach. To będzie łatwizna zaciągnąć ją do łóżka. Sama tam przyjdzie i pewnie jeszcze cnotka, przynajmniej tak wygląda. Ma chyba szesnaście czy siedemnaście lat, więc nie będzie sprawiała problemów, nie naskarży rodzicom – ironizował Michał.
- No proszę, ale cukiereczek ci się trafił - przyjaciel był pod wrażeniem - Tylko uważaj na tatusia, żeby cię nie przyłapał jak dobierasz się do jego córeczki, bo będzie z tobą krucho.
- Daj spokój, nie podskoczy, jestem w końcu synem prezesa.
- No ba! Masz rację! - Kris zaczął się śmiać.
Podziwiał Michała za jego pewność siebie i brak wyrzutów sumienia. Zaliczał kolejne panienki i porzucał, nie zamierzał się wiązać, a uwodzenie traktował jak sport. Nie liczył się z ich uczuciami, a jak pojawiały się problemy, to kasa je rozwiązywała.
Ania wracała z hospicjum, była bardzo zmęczona, ale wiedziała, że jej obecność jest dla tych dzieci jakąś odskocznią od ich codziennych problemów. Było tutaj znacznie więcej maluchów niż na Mazurach. Tam miała około siedmiu maksymalnie dziesięciu podopiecznych a tutaj było prawie czterdziestu. Było o wiele trudniej, co nie znaczy, że zamierzała się poddać, lubiła wyzwania.
Nagle przypomniała sobie, że o siedemnastej umówiła się z Michałem. Nie bardzo chciało się jej iść gdziekolwiek, ale skoro obiecała, to się z nim spotka. Doszła do domu, miała tylko pół godziny, żeby się przygotować i pójść na umówione spotkanie. Wzięła prysznic, uczesała włosy wiążąc je w koński ogon i wyszła. Pod kamienicą czekał Michał siedząc w samochodzie. Kiedy ją zobaczył, wysiadł bez otwierania drzwi i podszedł do niej.

- Cześć! Fajnie, że jednak dałaś radę spotkać się ze mną. – uśmiechnął się.
- Cześć! Też się cieszę, tylko, że dzisiaj jestem trochę zmęczona, ale…, Michał czyj to samochód? - spytała zdziwiona.
- Mój. Prezent od ojca na osiemnastkę! – odparł, pewien, że zrobił na niej wrażenie. - Masz fajnego ojca. – stwierdziła bez większego entuzjazmu. Nie bawiły jej takie gadżety.
Dla niej liczyło się zupełnie coś innego - Michał, możemy gdzieś pójść, zostaw go pod domem
– powiedziała nagle.
Chłopak zaskoczony spojrzał na stojącą obok dziewczynę, nie mógł uwierzyć w to, co słyszy. Wszystkie laski piszczały na widok jego samochodu, a ona zamiast gdzieś jechać wolała się przejść. Otrząsnął się jednak szybko z szoku i przybrał swój luzacki, ale czarujący sposób bycia.
- Dobra, zaczekaj na mnie, zaparkuję go i będziemy mogli pójść.
- Może lepiej zostaw go u mnie pod oknami, powiem tacie, żeby zwrócił na niego uwagę. - zaproponowała Ania.
- Nie ma sprawy, niech tutaj stoi. - nie dał się przekonać, lepiej żeby jeszcze się o nim nie dowiedzieli, albo najlepiej w ogóle.
Ania czekała na Michała, chciała się przejść nad Wisłę, podobało jej się tam, przy okazji mogła odpocząć.
- Jestem, – Michał przerwał jej rozmyślania – to gdzie chcesz iść, masz jakieś konkretne miejsce, czy dasz się gdzieś zaprosić?
- Chciałabym pójść nad Wisłę, jeśli nie masz nic przeciwko temu.
- Jasne, chodź, pokażę ci moje ulubione miejsce, jest tam spokojnie i nikt się tam nie kręci – spodobał mu się pomysł, sam na sam w ustronnym miejscu.
- W porządku, ale mam tylko godzinę, potem muszę wrócić, obiecałam tacie, że skończę dzisiaj malować salon…
- Co obiecałaś? - Pomalować salon… rodzice pozwolili mi go urządzić według własnego pomysłu. – Ania roześmiała się widząc jego zdziwioną minę.
- Interesuje cię projektowanie wnętrz? – nie mógł uwierzyć w to, co słyszy.
- Jasne, odkąd pamiętam zawsze lubiłam to robić, ale dopiero teraz rodzice dali mi wolną rękę. Mam nadzieję, że jak skończę to oboje nie dostaną zawału. - śmiała się radośnie.
- Ciekawi mnie, co wymyśliłaś i czemu obawiasz się ich reakcji. – Michał spojrzał na nią uważnie.
- Jeśli tylko będziesz chciał, to ci pokażę. – uśmiechnęła się.
- Zobaczymy. Zaskoczyłaś mnie, a najlepsze jest, że mnie też to interesuje i po maturze wybieram się na architekturę – powiedział Michał, zanim zdążył się zastanowić. Żadnej dziewczynie nic o sobie nie mówił, im mniej wiedziały tym lepiej. Stanowiły tylko obiekt zaspokojenia, po co miały wiedzieć, co robi i co go interesuje.

- Żartujesz? – zatrzymała się i spojrzała na niego zdziwiona.
- Nie. Mówię poważnie, to moja pasja. Ojciec projektuje meble, matka jest jubilerem, a mnie interesuje coś większego. Oboje wybuchnęli śmiechem, trudno było uwierzyć, że mają podobne zainteresowania, jak się okazało, na ten temat mogliby rozmawiać godzinami.
- Słuchaj, mam pomysł – Michał nagle się zatrzymał – jest wystawa, miałem na nią iść, ale może poszłabyś ze mną. Są tam prezentowane najnowsze trendy w sposobie aranżacji wnętrz, nowoczesne rozwiązania architektoniczne budynków. To jest coś, co by nas zainteresowało!
- Jasne, że chcę, nawet nie wiedziałam, że jest taka wystawa. Jestem tak zajęta wolontariatem, potem remontem, że nie mam pojęcia, co się wokół mnie dzieje.
- To może wybralibyśmy się jutro powiedzmy o trzynastej?
- Nie, o tej porze nie dam rady, pracuję, wrócę dopiero o szesnastej do domu – odparła smutno – i wcześniej jak na siedemnastą nie dam rady się z wyrwać.
- Niech będzie siedemnasta, załatwię wejściówki. Wpuszczą nas, w końcu nazwisko Radoszewski otwiera wiele drzwi.
- Naprawdę? Bo nie dam rady wcześniej się wyrwać, a bardzo chciałabym ją zobaczyć.
- Myślę, że nie będzie większych problemów, jakoś damy radę. Jak nie ja to powiem ojcu, a jemu nikt nie odmówi. – uśmiechnął się.
Zanim się zorientowali dotarli nad Wisłę, Michał poprowadził ją brzegiem w zaciszne miejsce na zakolu. Było tam bardzo przyjemnie, chodziło mało ludzi, można było usiąść na pniu i podziwiać płynące po rzece statki wycieczkowe. Rozłożył na pniu swoją bluzę i wskazał jej miejsce.
- Aniu… - Dziękuję – uśmiechnęła się nieśmiało, usiadła, zostawiając mu miejsce obok. Michał usiadł i objął ją ramieniem, nie odsunęła się, więc wziął to za dobry znak.
- Wspomniałaś coś o wolontariacie, co robisz, że jesteś tak zajęta?
- Pracuję w hospicjum, od czterech lat zajmuję się chorymi dziećmi. Najpierw w Ełku, a teraz tutaj. Cieszę, że mnie przyjęli, bo najpierw stwierdzili, że jestem za młoda, ale dostali moją opinię z ośrodka gdzie wcześniej pracowałam i nie było problemu. Michał słuchał jej i był zszokowany, nie spodziewał się tego, co usłyszał. Co prawda nie zmieniło to jego głównego celu, jakim było zaciągnięcie jej do łóżka, ale coś w nim drgnęło.
- W hospicjum? To chyba ciężka praca, i na dodatek z bachorami… - Michał! – przerwała mu oburzona i poderwała się z miejsca – to nie są bachory! To wspaniałe dzieci bardzo chore, ale wyjątkowe. Są dzielne, pomyśl, jak byś znosił świadomość, że zostało ci kilka dni lub maksymalnie kilka miesięcy życia!

- Aniu, przepraszam! Nie chciałem cię urazić …tak mi się powiedziało – próbował ratować sytuację - nigdy w takim miejscu nie byłem i nie wiem, jak to jest, może mi kiedyś opowiesz. Chciałbym zrozumieć, o czym mówisz. – usiłował jakoś wybrnąć - Wiesz co, musisz zmienić swoje podejście – była zbyt wzburzona, żeby usiąść – tak nie zachowuje się dorosły facet. Ludzi trzeba szanować, nic nie jest tylko białe albo czarne, na codzień występują też różne odcienie szarości.
- Przepraszam, naprawdę nie miałem zamiaru sprawić ci przykrości – czuł się głupio. Miała rację, wszystkich traktował tak samo, zresztą ją też, była kolejnym celem w jego życiu. Miało być jak zawsze zdobyć i porzucić, ale ona była inna, zauważył, że miała w sobie ogromne pokłady empatii i odpowiedzialności niż niejeden dorosły.
- Jasne… - Aniu, może w ramach przeprosin zaproszę cię na lody, na Kazimierzu jest taka mała lodziarnia. – usiłował zatrzeć złe wrażenie.
- Nie, nie mam ochoty, zresztą muszę już wracać. Muszę skończyć to, co zaczęłam. Odprowadzisz mnie? – spytała poważnie, z twarzy znikł jej niedawny uśmiech.
- Dobrze, jak chcesz, ale zastanów się jeszcze… - Nie nalegaj, chcę wracać! – była stanowcza.
Michał wstał, wytrzepał bluzę i skierowali się w kierunku domu. Próbował ją objąć, ale nie dała mu takiej możliwości, delikatnie się usunęła. Był zły na siebie, że tak zawalił sprawę, jednak z taką dziewczyną jak ona nie miał jeszcze nigdy do czynienia.
Odcinek 2Odcinek 1Autorka o sobie:
moje strony:
http://ania-gorska-nie-zapomne.blog.onet.pl/2,ID405800442,SL,index.htmlhttp://lubimyczytac.pl/profil/4022/annaKsiążkę można kupić:
http://www.radwan.pl/index.php?page=shop.product_details&flypage=flypage.tpl&product_id=21&category_id=6&option=com_virtuemart&Itemid=1&vmcchk=1&Itemid=1fot. Janusz Maciejowski