
Sebastian wiedział, że miała bardzo specyficzny gust, nigdy nie było wiadomo, co wymyśli. Pojechali do sklepu, w dziale z farbami zeszło im prawie dwie godziny, Ania bardzo starannie wybierała kolory, ostatecznie do swojego pokoju wybrała piękny delikatny kolor błękitnego nieba, a do salonu karmazynową czerwień.
Sebastian był trochę przerażony, nie bardzo wiedział, co zamierzała z tym zrobić, trudno mu było sobie wyobrazić cały salon w tak ciemnym kolorze, ale nic się nie odezwał.
- Tato, chodźmy jeszcze na dział z kwiatami, muszę zobaczyć storczyki, podobno mieli dzisiaj nową dostawę.
- W porządku. Jak widzę mam zakupić kolejny storczyk do twojej wspaniałej kolekcji? Który to już będzie - zaśmiał się na widok desperacji w jej oczach – dwudziesty czy trzydziesty, bo już się pogubiłem?
- Oj przestań, jest ich już znacznie więcej, ale ty dawno nie byłeś ze mną na zakupach - udawała obrażoną.
- Dobrze, dobrze, już nic nie mówię. Chodź zobaczymy te piękne okazy i możesz sobie w nagrodę wybrać dwa.
Ania czuła się jak ryba w wodzie, buszowała pomiędzy półkami w końcu wybrała dwa piękne storczyki. Przez pięć lat zebrała już wiele różnych odmian i kolorów, żaden się nie powtarzał. Kochała te kwiaty, jej pokój przypominał wielką oranżerię.
Zapakowali wszystkie zakupy na tył samochodu i pojechali obejrzeć meble.
- Tato, ja wiem, że lubisz swój stary fotel, ale kupmy coś nowego - próbowała przekonać ojca, pokazując mu piękny skórzany komplet, idealny do salonu i jej koncepcji wystroju.
- No nie wiem, do tamtego się przyzwyczaiłem - nie poddawał się.
- Niech tamten zostanie, wybierzmy coś innego.
- Nie ma mowy.
- Ania była stanowcza - Pozwoliliście mi urządzić salon, więc nie ma dyskusji – patrzyła na niego błagalnym wzrokiem. Wiedziała, że tata zmięknie.
- Rany, ale z tobą robi się zakupy, dobrze, bierzemy ten komplet, a co wybrałaś dla siebie? – ojciec w końcu dał za wygraną. Wiedział, że nie ma sensu się z nią dochodzić, zawsze potrafiła postawić na swoim.

Ania zaciągnęła go na koniec salonu, tam gdzie upatrzyła już meble do swojego pokoju, Sebastian zapłacił w kasie i umówił się na termin dostawy dokładnie za tydzień, w tym czasie akurat zdążą pomalować mieszkanie.
Po zakupach pojechali do Sukiennic. Była tam mała kawiarnia, zamówili lody i siedli pod parasolem, żeby odpocząć po pracowitym popołudniu.
- Złożyłaś już dokumenty do nowej szkoły? - Dzisiaj byłam, i dostałam się, z moimi ocenami nie było żadnych problemów. Ale tak się zastanawiam, że będzie mi brakowało Agnieszki, Dominiki i Majki, byłyśmy nierozłączne, a tutaj nie znam nikogo, - Ania nagle posmutniała - Jednak jest coś, co pozwoli mi zapomnieć o tym, że nie mam ich obok, nawet nie wiesz, co udało mi się dzisiaj załatwić! - jej oczy ponownie rozbłysły blaskiem, który tak dobrze znał.
- Powiem szczerze, aż boję się spytać! – miał jakieś przeczucia, ale nie był pewien, czy właśnie o to chodzi.
- Udało mi się załapać, jako wolontariusz w hospicjum, tego najbardziej by mi brakowało. - jej spojrzenie potwierdzało to, co mówiła.
- To nie zrezygnowałaś z tej pracy? - myślał, że po przeprowadzce zajmie się innymi sprawami, tym bardziej, że praca w hospicjum dużo ją kosztowała. Widział jak bardzo przeżywała każde pożegnanie z małym podopiecznym, znał powód, dla którego zdecydowała się na tą pracę, ale liczył, że z biegiem czasu jej przejdzie.
- Żartujesz? Jak bym mogła, przecież to całe moje życie, te dzieciaki mnie potrzebują… a ja potrzebuję ich – dodała, poważnie patrząc na niego.
- Skoro tak twierdzisz, szanuję twoją decyzję - uśmiechnął się - jestem z ciebie dumny.
Naprawdę! - Wiem tato, zdaję sobie sprawę, że martwisz się o mnie, ale uwierz, dzięki pracy z nimi zrozumiałam jak cenne jest życie, każda jego chwila, tego nie nauczysz się z książek, tego można nauczyć się tylko przebywając z chorymi dziećmi. To one pokazały mi, czym jest prawdziwa walka i prawdziwe życie.

- Wiem. Jesteś bardzo poważna, mimo swojego wieku, ale może powinnaś poświęcić trochę czasu na przyjaciół, na zabawę? Cały czas się uczysz, potem praca w hospicjum. Nie masz zupełnie czasu dla siebie. - Nie interesują mnie imprezy, dla mnie to strata czasu. Wiesz, ile znaczy dla mnie to, co robię. Nauka w pierwszej klasie nie była łatwa, tylko, że znowu będą nowi nauczyciele, znowu trzeba będzie się wykazać. Ale poradzę sobie… tego możesz być pewny, - pocałowała go w policzek – ale nie mówmy już o tym, lepiej pogadajmy o remoncie. Mam wspaniały pomysł na salon, tylko musisz mi pomóc przekonać mamę.
- Anka, coś ty znowu wymyśliła? Wiesz dobrze, jak mama reaguje na wszelkie szalone pomysły. - ojciec był wyraźnie przestraszony.
- Spokojnie, nic takiego, tylko musisz przekonać mamę do tego koloru, trochę wiary we mnie! - Wiesz co, dopiero teraz na poważnie zacząłem się zastanawiać, czy to był dobry pomysł z tym salonem. Może poprzestaniesz na swoim pokoju? Co ty na to? – starał się mówić poważnie, ale nie do końca udało mu się ukryć rozbawienie.
- Tato! Jak możesz! Nie wierzysz we mnie, nie sądziłam, że kiedyś mi to powiesz - powiedziała smutno, w jej oczach zobaczył łzy.
- Aniu… przecież żartuję, wiesz doskonale, że gdybyśmy się z mamą obawiali, nie pozwolilibyśmy ci na eksperymenty. Wierzymy w ciebie, niejednokrotnie udowodniłaś, że masz wspaniałe pomysły. - był zły sam na siebie, że poczuła się urażona - Zobaczysz, że mama nie będzie miała nic przeciwko temu, ja już nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć, co zaplanowałaś… - wziął ją za rękę i pocałował.

- Myślałam, że mówisz poważnie, zrobiło mi się przykro… - cicho westchnęła, patrząc ojcu w oczy.
- Przepraszam, nie sądziłem, że tak to weźmiesz do serca. Naprawdę, oboje wierzymy w ciebie. – chciał załagodzić sytuację. Wahania nastrojów były czymś normalnym, jeśli chodzi o Anię. Śmiała się, a za chwilę miała łzy w oczach, dlatego Sebastian nauczył się już ważyć przy niej słowa, nigdy nie wiedział, co ją może urazić. Czasem było to denerwujące, bo nie wiedział, czego się spodziewać. Inną jej cechą był ośli upór, jeśli coś raz postanowiła nie było siły, żeby zmieniła zdanie. Nie ważne czy była to słuszna decyzja czy nie, mogła się na niej sparzyć, ale przetłumaczyć sobie nie dała. Skończyli jeść lody i wolno poszli w kierunku zaparkowanego niedaleko samochodu. Rozmawiali o planach, jakie miała na wakacje.
Odcinek 1Autorka o sobie:
moje strony:
http://ania-gorska-nie-zapomne.blog.onet.pl/2,ID405800442,SL,index.htmlhttp://lubimyczytac.pl/profil/4022/annaKsiążkę można kupić:
http://www.radwan.pl/index.php?page=shop.product_details&flypage=flypage.tpl&product_id=21&category_id=6&option=com_virtuemart&Itemid=1&vmcchk=1&Itemid=1fot. Janusz Maciejowski