
Jej słowa Nie zapomnę nigdy… wypowiedziane ze łzami w oczach były jego przekleństwem i karą, prześladowały go każdego dnia od ich ostatniego spotkania. Usiadł na łóżku i ukrył twarz w dłoniach, od tamtego fatalnego dnia minęło dziesięć lat, a on nie potrafił zapomnieć.
Nie mógł zrozumieć, jak mógł być takim idiotą, nie zasłużyła sobie na takie traktowanie.
Otrząsnął się i wstał, żeby wziąć prysznic, wszedł do kabiny i odkręcił wodę, chciał zmyć z siebie resztki snu.
- Cholera! – warknął, kiedy na skórę poleciał mu strumień lodowatej wody, był zdenerwowany, jak zawsze, kiedy śniła mu się Ania.
Nie mógł zrozumieć, dlaczego ten sam sen pojawiał się ostatnio coraz częściej.
Wykąpał się i właśnie zastanawiał się, który założyć garnitur, miał ważną konferencję, i musiał założyć coś innego niż jeansy i polówka, w których chodził codziennie. Włączył telewizor, bo cisza zaczynała go już drażnić, i zaczął przerzucać programy, nagle coś znajomego mignęło mu przed oczami, więc cofnął na przedostatni kanał.
Przysiadł na brzegu łóżka i wpatrywał się w ekran z niedowierzaniem. Nie mógł uwierzyć, przeprowadzano wywiad z nią… podgłośnił, żeby lepiej słyszeć.
- Jest pani najmłodszym projektantem wnętrz, jakiego znam, który osiągnął tak wielki sukces – padło z ust redaktorki – jak pani się to udało? Ma pani zaledwie dwadzieścia siedem lat, i jest osobą znaną w kraju i w Europie.
- Może dlatego, że robię to, co zawsze kochałam – odparła Anka i uśmiechnęła się delikatnie – nie było łatwo, ale udało się.
- Założyła pani firmę będąc jeszcze na studiach, jak dała pani radę uczyć się, realizować zlecenia? - Nie ukrywam, że nie było łatwo, tym bardziej, że samotnie wychowuję dziecko. Ale to właśnie dzięki Małgosi znalazłam w sobie siłę, żeby sobie z tym poradzić.
- Rozumiem, że córka jest dla pani bardzo ważna, z tego, co wiem, ma dziewięć lat. Jak ona zapatruje się na sławę mamy? Na pewno jest bardzo dumna?
- Ma pani rację – roześmiała się Ania a w jej oczach pojawił się ten błysk, który Michał tak dobrze pamiętał – Gosia jest bardzo rezolutna i zdolna, ma smykałkę do projektowania i czasem podrzuci mi jakiś super pomysł…
Michał patrzył na ekran telewizora, ale nic więcej do niego nie docierało, w głowie rozbrzmiewały mu słowa Ani „Mam córkę, ma dziewięć lat…”. Siedział na łóżku i nie był w stanie się ruszyć, powoli docierała do niego cała prawda. Małgosia, córka Ani, była też jego córką. Była tym dzieckiem, którego nie chciał, którego się wyparł.
Ostatnie dziesięć lat było dla niego pasmem udręki. Mimo upływu czasu tamte uczucia wciąż były dla niego bolesne. Spojrzał na zegarek, wstał i zadzwonił do firmy.
- Wojtek, słuchaj nie przyjadę dzisiaj do biura. Zastąp mnie na zebraniu – powiedział do swojego przyjaciela i współwłaściciela agencji, którą założyli jeszcze na studiach. Kilka lat ciężko pracowali na swój sukces, ale udało się. Teraz mieli mnóstwo zleceń i świetną opinię.
- Michał, co się stało? Jesteś jakiś przybity.
- Powiem ci jak się spotkamy, ale dzisiaj nie dam rady przyjść. Załatwisz wszystko? – nie miał teraz siły, żeby mu wszystko opowiadać.
- Jasne, nie martw się. Słuchaj, może weźmiesz kilka dni wolnego, wyjedziesz gdzieś? Odkąd mamy firmę nie opuściłeś nawet jednego dnia…
- W tej chwili nie ma takiej potrzeby. Po prostu dzisiaj muszę zostać w domu i coś załatwić. Do zobaczenia jutro. – odłożył słuchawkę i wyłączył oba telefony. Nie chciał, żeby ktokolwiek mu teraz przeszkadzał. Wszedł do kuchni i zrobił sobie kawę a potem wrócił do pokoju, usiadł w swoim ulubionym fotelu na wprost portretu wiszącego na ścianie i zatopił się we wspomnieniach, cofnął się myślami do dnia, kiedy zobaczył Anię po raz pierwszy. Kiedy o niej myślał uśmiech rozjaśniał mu twarz, a w oczach pojawiały się błyszczące ogniki.
ROZDZIAŁ PIERWSZY Michał siedział z Krzyśkiem przed biurem swojego ojca. Był początek wakacji, od września mieli zacząć ostatnią klasę liceum.
- Przyznaj wreszcie, że Baśka to był ciężki orzech do zgryzienia, długo musiałeś bajerować zanim w końcu zaciągnąłeś ją do łóżka?
- Krzysiek dopytywał kumpla ze złośliwym uśmieszkiem.
- Kris, co to ma za znaczenie… grunt, że kolejna do odfajkowania. - Michał był z siebie wyraźnie zadowolony.
– No to teraz trzeba znaleźć kolejną ofiarę, one wszystkie są takie same, grunt, żeby była kasa i niezła bryka! – spojrzał na swój najnowszy nabytek. Było to czarne sportowe BMW, ze skórzaną tapicerką, prezent od ojca na osiemnaste urodziny. Przetestował już jak potrafi jeździć… było szybkie i stanowiło niezły haczyk na panienki.
Michał i Krzysiek znali się i przyjaźnili od dziecka. Razem chodzili do szkoły, teraz do liceum. Michał był synem właściciela fabryki produkującej ekskluzywne meble skórzane. Rodzice zawsze go rozpieszczali, najnowsze telefony, teraz szybki sportowy samochód, markowe ciuchy, nigdy nie brakowało mu pieniędzy. Był zmanierowanym nastolatkiem i uważał, że wszystko mu się należy, bo był jedynym synem Andrzeja i Niny Radoszewskich. Nazwisko jego ojca było znane ze względu na wspaniałe meble, które sam projektował. W Europie jego meble zdobiły biura największych firm. Na realizację zamówień trzeba było czekać nawet pół roku. Nic też dziwnego, że brak czasu ojciec wynagradzał mu kasą i prezentami. Michała interesowała architektura i po liceum zamierzał zdawać na kierunkowe studia. Chciał projektować domy, miał do tego smykałkę i lubił to robić. Ale póki co korzystał z życia a kibicował mu w tym Krzysiek, najlepszy kumpel, na którego zawsze mógł liczyć.
Po terenie zakładu kręciło się wielu pracowników, Michał znał ich wszystkich, pracowali tutaj od dawna. W pewnym momencie obaj zobaczyli dziewczynę, która czegoś szukała, widać było, że jest tutaj pierwszy raz.
- Zobacz jaka laska! - Krzysiek wybuchnął śmiechem, wskazując głową na dziewczynę.
– No, może nie taka odjazdowa jak Baśka, ale… - Widzę. Ciekawe kto to, no i może mamy kolejną ofiarę, co myślisz? - zawtórował mu Michał.
- Niezły pomysł, to ile dajesz sobie czasu zanim ją zaliczysz? Z Baśką zeszło ci ponad miesiąc i nieźle wyciągnęła z ciebie kasy, a ta? Wystarczy ci tydzień? - ironizował Kris.
- Dobra, przyjmuję zakład … tydzień i ta panienka spocznie w moich ramionach. – Michał był pewny siebie, - Zobacz jak specjalista zabiera się do akcji! - poderwał się z miejsca idąc w kierunku dziewczyny.

Ania umówiła się z tatą, że przyjdzie po niego do zakładu o piętnastej, jak będzie kończył pracę. Mieli iść na miasto pozałatwiać jeszcze wiele spraw związanych z nowym mieszkaniem i z remontem. Przeprowadzili się do Krakowa z małej miejscowości Kalinowo na Mazurach. Tam nie było pracy, a tutaj zaproponowano mu bardzo dobrą posadę kierownika produkcji na rynki zachodnie. Znał angielski, włoski i niemiecki, a to było potrzebne przy kontaktach z zagranicznymi odbiorcami. Ania miała szesnaście, a właściwie za kilka miesięcy miała skończyć siedemnaście lat, była nieśmiałą dziewczyną, jednak skromną i chętną do pomocy. Pracowała w hospicjum, opiekowała się dziećmi chorymi na raka, była to ciężka i odpowiedzialna praca, ale potrafiła sobie z tym radzić. Jej kontakt z hospicjum nie był przypadkiem, a decyzja o pracy w takim miejscu miała swoją przyczynę, ale wiedzieli o niej tylko rodzice i najbliżsi przyjaciele. Ania potrafiła rozmawiać z chorymi… miała bardzo dobry wpływ na te dzieci, przy niej, chociaż na moment zapominały o swojej chorobie i o tym, że zostało im maksymalnie kilka miesięcy życia. Widziała ich cierpienie, jakie były dzielne i w jakim milczeniu dźwigały swój ciężar, dlatego za wszelką cenę chciała im jakoś ulżyć. Zawsze potrafiła znaleźć pomysł na zabawę, pisała specjalnie dla nich opowiadania, wiersze, bajki. Lubiła swoje zajęcie i nie chciała z niego zrezygnować.
Niejednokrotnie po powrocie płakała przez kilka dni, kiedy umierał jeden z jej podopiecznych, pogrzeby były dla niej bolesne, ale tradycją już było, że na pożegnanie pisała dedykowany wiersz. Znajomi wiedzieli, jaka jest, ale tylko przyjaciele potrafili ją zrozumieć. Wolała swoją pracę niż zabawy na dyskotece, dlatego często czuła się samotna. Ania wyznawała zasadę, że „to, co dajemy innym kiedyś do nas wraca“, chciała pomagać i robiła to, odkąd skończyła trzynaście lat. Miała tylko kilku zaufanych przyjaciół, a reszta uważała ją po prostu za dziwadło. Miała włosy sięgające do ramion, fryzjerka mówiła, że jest to ciemny blond, ale na zimę przybierały dziwny odcień, trudny do określenia, dopiero latem nabierały wyjątkowego blasku, duże piękne zielono szare oczy i małe usta. Dodatkowo, jak czymś się denerwowała to jeszcze mocniej je zaciskała, a wtedy wydawały się, jeszcze mniejsze niż były faktycznie. Nie lubiła drogich, modnych ciuchów, chodziła po prostu w tym, w czym było jej najwygodniej, jeansy, jakieś bluzki, bluza z kapturem, najczęściej czarna i adidasy. Nie można było powiedzieć, że interesuje się aktualną modą, ubrana była normalnie, bez zbytniej ekstrawagancji, to samo dotyczyło makijażu. Poza jakimś bezbarwnym błyszczykiem, którym smarowała pękające usta nie używała żadnych kosmetyków, uważała to za zupełną stratę czasu.

Michał podszedł do Ani z czarującym wypróbowanym na wielu poprzednich dziewczynach uśmiechem.
- Cześć, jestem Michał Radoszewski. Nigdy cię tutaj nie widziałem, mógłbym ci jakoś pomóc?
- Chętnie, – powiedziała rozglądając się wokół – powiesz mi gdzie znajdę ojca, kierownika Sebastiana Wilczyńskiego?
- Jasne, chodź zaprowadzę cię… a jak właściwie masz na imię?
- Ania. - Miło cię poznać - wyciągnął do niej rękę.
Był czarujący i bardzo sympatyczny, Ania od razu go polubiła, wydawał się być zupełnie inny niż chłopaki, których dotychczas znała ze szkoły. Michał zaprowadził ją do biurowca, podszedł do recepcji i spytał, w którym pokoju można znaleźć kierownika Wilczyńskiego. Asia skierowała ich na trzecie piętro. Michał towarzyszył jej pod same drzwi.
- Aniu, spotkałabyś się ze mną jutro? Poszlibyśmy gdzieś, pokazałbym ci miasto? Podobno niedawno się tutaj przeprowadziliście.
- usiłował wdrożyć w życie pierwszy punkt swojego planu podrywu. Teraz kojarzył, kim ona jest, ostatnio słyszał jak jego rodzice rozmawiali w salonie o nowym kierowniku i jego rodzinie.
- Nie wiem. Remontujemy mieszkanie i jestem dosyć zajęta.
- Ale chyba możesz się wyrwać na godzinę? Poszlibyśmy gdzieś. - usiłował ją przekonać.
- Zobaczę, co da się zrobić. Jeśli naprawdę chcesz, to może jutro o siedemnastej. - Pewnie, to przyjadę po ciebie - puścił do niej oko.
- A wiesz gdzie? – spytała ze śmiechem, kiedy odwrócił się i chciał już odejść.
- Właściwie to nie. – spojrzał na nią zmieszany.
Ania podała mu adres, który zapisał na kawałku kartki. Pożegnał się z nią i poszedł do windy. Przez chwilę stała i patrzyła za oddalającym się chłopakiem. Kiedy zniknął w windzie, odwróciła się w kierunku drzwi, zapukała i weszła.
- Cześć tato - uśmiechnęła się do mężczyzny siedzącego za biurkiem, podeszła do niego i pocałowała w policzek - przyszłam trochę wcześniej, ale dobrze, bo trudno cię tutaj znaleźć.
- Cześć. Duża firma, ale widzę, że sobie poradziłaś! - Jasne, ale to dzięki Michałowi, który pomógł mi cię zlokalizować!
- Michał? - Michał Radoszewski, nie wiem kim jest, ale chyba tutaj pracuje.
- Nie, nie pracuje, to syn prezesa. Ale wiesz chyba lepiej, gdybyś się z nim nie zadawała, słyszałem o nim różne dziwne rzeczy.
- Jakie? – usiłowała pociągnąć ojca za język.
- Nic nie wiem, ale słyszałem, że jest bardzo rozpuszczony i nie należy się z nim zadawać, cokolwiek to miało znaczyć - próbował jej wytłumaczyć, nie narażając się na kolejne dociekliwe pytania. - Tato nie przejmuj się, ludzie dużo mówią, ale nie wszystko trzeba brać na poważnie.
- Wiem, jednak uważaj na niego, obiecaj mi to - powiedział zatroskany, widząc błysk w jej oczach.
- Spokojnie, nie mam w zwyczaju zostawiać głowy za drzwiami, przecież mnie na tyle znasz. Mężczyzna spoglądał na stojącą przed nim córkę.

Ania była jego wielką radością, zawsze poważna i taka dobra. Martwił się o nią, żeby nie trafiła na drania, który będzie chciał ją wykorzystać. Miał nadzieję, że nie ulegnie urokowi Michała. Nie powiedział wszystkiego, co słyszał, chciał ją tylko ostrzec przed nim i miał nadzieję, że Ania będzie trzymała się od niego z daleka. Wstał z fotela, zebrał porozkładane na biurku dokumenty, wyłączył komputer i skierował się do drzwi, puszczając ją przodem.
- Najpierw jedziemy do sklepu musisz wybrać farby do salonu i do swojego pokoju, a potem pojedziemy po meble, dobrze? – spytał, kiedy już usiedli wygodnie w samochodzie zaparkowanym przed biurem.
- Pewnie, że tak, - ucieszyła się. Rodzice w nowym mieszkaniu pozwolili jej zrealizować marzenie o zaprojektowaniu salonu – jedyne, co mogę teraz to obiecać, że jak skończę będziecie zachwyceni. - Jasne. Tylko błagam, żadnych ekstrawaganckich kolorów, żeby mama nie dostała zawału na widok twojego dzieła - mężczyzna starał się zachować powagę, chociaż nie bardzo mu się to udało.
Ania spojrzała na siedzącego obok ojca i oboje wybuchnęli głośnym śmiechem. Sebastian wiedział, że miała bardzo specyficzny gust, nigdy nie było wiadomo, co wymyśli...
Autorka o sobie:
Anna Górska od urodzenia związana jestem z Kielcami, z wykształcenia jestem nauczycielką, z zamiłowania - pisarką. Powieść "Nie zapomnę..." to mój debiut pisarski. O czym piszę? Po prostu o życiu, bo właśnie życie pisze najlepsze scenariusze.
Myślę, że to, o czym piszę jest bardzo aktualne, są tutaj ujęte te wszystkie aspekty życia, z którymi każdy z nas styka się każdego dnia. Jest to powieść osadzona w naszych polskich realiach, z naszą polską mentalnością. Jest tutaj przyjaźń, miłość, zawiść, urażone ego, oraz nadzieja i wiara w to, że wszystko może być dobrze. Jest to powieść o miłości z happy endem, ale po drodze bohaterowie przeżywają mnóstwo perypetii zanim zrozumieją, że przeznaczenia nie da się oszukać. Prawdą jest, że nie żyjemy sami dla siebie, otaczają nas ludzie, którzy albo są naszymi przyjaciółmi, albo tylko ich udają mając w tym jakiś ukryty cel. „Nie zapomnę” to powieść, po przeczytaniu której każdy z nas będzie mógł powiedzieć „to w jakimś stopniu moja historia” – i o to mi właśnie chodziło. Jestem osobą bardzo pogodna i optymistycznie nastawiona do życia, chociaż sama też od życia nie jeden raz dostałam "baty" - jak większość z nas, jednak uważam, że świat należy do ludzi, którzy mają odwagę marzyć i ryzykować, aby spełniać swoje marzenia - i starają się robić to jak najlepiej. Uwielbiam słuchać dobrej muzyki, ale najlepiej "tworzę" przy kompozycjach Yirumy, oraz dobre książki.
moje strony:
http://ania-gorska-nie-zapomne.blog.onet.pl/2,ID405800442,SL,index.htmlhttp://lubimyczytac.pl/profil/4022/annaKsiążkę można kupić:
http://www.radwan.pl/index.php?page=shop.product_details&flypage=flypage.tpl&product_id=21&category_id=6&option=com_virtuemart&Itemid=1&vmcchk=1&Itemid=1