Fotografię żydowskich dzieci przy kratach Oświęcimia pamiętam jeszcze ze szkoły średniej. Widziałem ją potem wiele razy w prasie, nawet na jakiejś wystawie poświęconej holokaustowi była duża jej reprodukcja Nigdy nie przypuszczałem, że kiedyś będę miał okazję spotkać i porozmawiać z którymś z tych dzieci. Nie sądziłem, że któreś z nich przeżyło.
Jednym z tych dzieci jest Paula Lebovics, którą spotkałem podczas młodzieży żydowskiej z USA z uczniami LO im. Gałczyńskiego w Otwocku. Spotkanie odbyło się w ramach projektu „Haverim – Przyjaciele”.
Wraz z młodzieżą przyjechali świadkowie Holokaustu. Wśród nich była Paula Lebovics, dziewczynka z fotografii, która miała wtedy jedenaście lat.
Podeszła do mnie niska, uśmiechnięta starsza pani i zapytała, dla jakiej gazety pracuję i jak mam na imię.
Mówiła, że rozumie trochę po polsku, ale łatwiej będzie jej rozmawiać po angielsku. Wyciągnęła z torebki portfel i pokazała mi fotografię dzieci w Oświęcimiu.
Znałem tę fotografię z informacji prasowych i wystaw poświęconych Holokaustowi. Wskazała palcem dziewczynkę i powiedziała, że to jest ona. Paula była jedną z pierwszych, które rozpoznały się na tej fotografii. Zdjęcie zrobili Rosjanie kilka dni po 27 stycznia 1945 roku. Wtedy wyzwolili obóz w Auschwitz – Birkenau.
- Ta fotografia może być bardzo myląca – opowiadała Paula – Gdy byliśmy w obozie, mieliśmy bardzo mało ubrań. To była zima i było bardzo zimno. Sam wiesz, jak w Polsce może być zimno. Dzieci zostały zaprowadzone przez żołnierzy do starego magazynu, gdzie były mundury. Kazali się im w nie ubrać.
Ciepło jednak było im tylko przez chwilę, bo – jak się potem okazało – mundury „wypożyczyli” im tylko dla potrzeb zrobienia tej fotografii. Po wyzwoleniu dzieci zostały zabrane do Krakowa, gdzie Pauli udało się odnaleźć matkę. Wróciła z nią do rodzinnego Ostrowca Świętokrzyskiego.
Okazało się, że przeżył także jej brat. Z Ostrowca, gdzie wciąż nie było bezpiecznie dla żydowskich rodzin, udała się do Łodzi, a stamtąd wraz z rodziną uciekli z Polski. Paula wciąż czuje się dzieckiem i to dzieciństwo, które zabrała jej wojna stara się teraz odzyskać. Dlatego chętnie wybiera się w takie podróże z młodzieżą, w czasie, których opowiada o swoich wojennych przeżyciach. - Młodzież jest wspaniała, to moi przyjaciele – mówi – nie ma barier ani językowych, ani wiekowych. Wszyscy mówimy tym samym językiem serca i pamięci.
artykuł się także - "Linia Otwocka"fot. Janusz Maciejowski
Brak komentarzy.