Izby lekarskie kwestionują art. 33 ustawy o zakładach opieki zdrowotnej, który, ich zdaniem dyskryminuje pacjenta i powinien zostać uchylony lub zmieniony.
Artykuł ten mówi, że osoba w stanie nietrzeźwym nie jest uprawniona do świadczeń bezpłatnych, jeśli „jedyną i bezpośrednią przyczyną udzielonego świadczenia było zdarzenie spowodowane stanem nietrzeźwości”. Pacjent, który jest pod wpływem alkoholu, kierowany jest na badanie krwi i jeśli ono wykaże, że przekroczona jest dopuszczalna ustawowo dawka (0,2 prom.), to za udzielenie pomocy lekarskiej zapłaci z własnej kieszeni.
Pan Józef K. był na rodzinnej imprezie, trochę sobie wypił, ale nie aż tak dużo, by stracić kontakt z rzeczywistością. Ponieważ do rodziny, która mieszkała po drugiej stronie miasta, przyjechał samochodem, a nikt z domowników nie mógł go odwieźć do domu, bo wszyscy byli po alkoholu, postanowił, że wróci na piechotę, a spacer mu dobrze zrobi.

Mógł wezwać taksówkę, ale chciał świeżego powietrza. Wracając do domu został napadnięty i pobity. Stracił przytomność, obudził się w szpitalu. Był bardzo zdziwiony, gdy na drugi dzień lekarz przeczytał mu treść artykułu 33 przytoczonej ustawy i poinformował, że została wystawiona faktura na kwotę ponad tysiąca złotych za udzieloną mu pomoc.
- To świadczenie nie będzie refundowane z funduszu, ponieważ zdarzenie nastąpiło w stanie nietrzeźwości pacjenta – mówi Jerzy Sokołowski, prawnik, asystent dyrektora otwockiego ZP ZOZ – Ustawodawca tak ustawił ten artykuł, że każda podobna przyczyna zwalnia fundusz ze świadczeń. Na przykład w zdarzeniach komunikacyjnych jest jasno określone, kto jest winny i tutaj zastosowano jakby analogię, ale w przypadkach komunikacyjnych dowodem jest także protokół policyjny, w przypadku art. 33 dowodem jest tylko badanie krwi. Jest to wyraźna dyskryminacja pacjentów, niezależnie od ich woli i postaw. Co innego, gdy mówimy o awanturującym się po pijanemu, który prowokuje zdarzenie, a co innego, jak w opisanym przypadku, gdy człowiek świadomie nie wsiadł do auta, by nie stanowić zagrożenia.
Izby lekarskie zgłaszają potrzeby nowelizacji tego zapisu i próbują zwrócić uwagę ustawodawcy na jego szkodliwe działanie, wręcz dyskryminujące pacjenta.
„Przepis ten wyłącza prawo osoby w stanie nietrzeźwości do bezpłatnych świadczeń zdrowotnych. Bezpłatne świadczenia zdrowotne nie mogą być interpretowane, jako świadczenia zdrowotne finansowane ze środków publicznych. Przepis ten nie może być zatem podstawą do zniesienia prawa korzystania ze świadczeń zdrowotnych przysługujących osobie ubezpieczonej z tytułu objęcia jej ubezpieczeniem zdrowotnym. Ponadto należy zaznaczyć, że świadczenia zdrowotne osobie znajdującej się w stanie nietrzeźwości mogą być udzielone nie tylko przez publiczne zakłady opieki zdrowotnej, ale i przez niepubliczne ZOZ-y.” – czytamy w komentarzu Wielkopolskiej Izby Lekarskiej, która postukuje o zmianę lub uchylenie przepisu.

Artykuł ten jest także szkodliwy dla zakładów opieki zdrowotnej, gdyż często zdarza się, że pacjentów nie stać na pokrycie kosztów leczenia lub nie chcą oni za nie zapłacić. Pociąga to za sobą uruchomienie czynności windykacyjnych, które też kosztują, a nierzadko są nieskuteczne. Prowadzi to do zadłużania się szpitali.
Wspomniany artykuł przypomina nieco znany bestseller J. Hellera „Paragraf 22”, w którym tytułowym bohaterem jest zapis prawny uprawniający lotników do zwolnienia z lotów.
„Był więc tylko jeden kruczek, paragraf 22, który stwierdzał, że troska o życie w obliczu realnego i bezpośredniego zagrożenia jest dowodem zdrowia psychicznego. Orr był wariatem i mógł być zwolniony z lotów. Wystarczyło, żeby o to poprosił, ale gdyby to zrobił, nie byłby wariatem i musiałby latać nadal. Orr byłby wariatem, gdyby chciał latać dalej, i byłby normalny, gdyby nie chciał, ale będąc normalny musiałby latać. Skoro latał, był wariatem i mógł nie latać; ale gdyby nie chciał latać, byłby normalny i musiałby latać.”
Artykuł 33 różni się tylko tym, że każdy, kto wypił choćby ciut ponad miarę 0,2 prom. i wykaże to badanie krwi, jest alkoholikiem i sprowokował zdarzenie. Jeśli nie byłby alkoholikiem, to wiedząc, że na drodze może złamać nogę lub zostać napadnięty, nie wypiłby tej lampki wina.
fot. Janusz Maciejowski
wykorzystano fragment powieści "Paragraf 22"
Artykuł ukazał się także w "Linii Otwockiej"