Napisała do nas użytkowniczka jednego z większych portali randkowych:
„Przesyłam faceta dane z portalu. On po zaliczeniu kobiety znika z jej domu, nie odbiera telefonów. Pozdrawiam, proszę o artykuł, jakie są skutki przespania się z nieznajomym.” Możemy odpowiedzieć ogólnie, jakie mogą być konsekwencje naiwności i na co należy zwracać uwagę, gdy rejestrujemy się w wirtualnej rzeczywistości, aby szukać tam przygód, których spełnienia oczekujemy w realnym świecie.
Pierwsze, to powinniśmy zastanowić się nad tym, że poznając wirtualnego Jaśka czy Zośkę, niczego o nich nie wiemy, poza tym, co sami nam o sobie powiedzą. To, że zaufamy im i podamy swoje dane osobowe, to już jest ryzyko. Często na zaufanie nasze, wirtualny „przyjaciel” pozornie otwiera się jeszcze bardziej, opisując jak mu jest ciężko, jak nas pragnie, jak bardzo mu zależy na naszym szczęściu, czy też, jak bardzo nas rozumie i może nam pomóc. To wszystko nie musi być blefem, ale w wielu przypadkach, kończy się – niestety – zarzuceniem haczyka na ofiarę.
No bo kto nie pragnie zrozumienia właśnie nas i znalezienia osób, które podobnie myślą. A tu jeszcze trafia się ktoś, kto materialnie jest niezależny, ma super firmę, na focie wygląda jak hollywoodzki aktor i do tego zna cały świat, bo na delegacjach to nawet w łajthausie bywał i z prezydentami, senatorami i innymi oficjelami to jest na Ty. Podaje prawdziwą komórkę i z podanego telefonu do nas dzwoni. Więc musi być prawdziwy. To musi być ten wymarzony, jedyny!
Panna jest w siódmy niebie, bo znalazła wreszcie miłość i spełnienie swojego życia, którego tak próżno w realnej rzeczywistości szukała. Zapomina przy tym, że sama ma komórkę na kartę i numer w każdej chwili może zmienić, a kartę wyrzucić. Ale biegnie na to wyśnione spotkanie, rozanielona, cała w skowronkach, a motylki w brzuszku, to aż do najskrytszych miejsc uczuć wyższych dolatują, powodując ten błogi stan, gdy krocze zamienia się z mózgiem na role.
Czekanie, czy przyjdzie. Pojawia się pierwsza wątpliwość – a może to ściema była i teraz się gość w necie śmieje? W tym momencie należałoby zrezygnować, ale... te motylki. Ale co to, ktoś idzie z kwiatami! Trochę nie tak hollywoodzki, jak na zdjęciach, ale to ten. Może się spieszył. Nie przyjechał autem? Pewnie mu się zepsuło, a nie chciał się spóźnić. Realnego myślenia w takich sytuacjach nie należy się spodziewać. W końcu to jest nasze marzenie, które ma się spełnić. Nikt ani żadne ziemskie i nadprzyrodzone siły nie są w stanie nam tego zabrać. Nawet tak potężne, jak zdrowy rozsądek, któremu w takich chwilach dajemy wolne, bo tylko by przeszkadzał. Okazuje się, że nie nam, ale temu, którego fałszywą wizję zbudowaliśmy sobie wcześniej.
Gość podchodzi do panny, w rękę nonszalancko całuje, kwiaty wręcza i opowiadać zaczyna, że miał problemy w firmie, że wspólnik go oszukał i o mało nie stracił wszystkiego. Na szczęście zablokował konto w banku i samochód udało mu się uratować, ale – pech chciał – przed randką się zepsuł. Czyli wszystko się zgadza! Nie myliłam się – myśli sobie panna. Więc jednak szczęście istnieje... Idą do restauracji, trochę tańszej niż opisywane, ale to zrozumiałe, wybrany jest oszczędny i nie będzie szastał tak ciężko zarobioną kasą, którą w dodatku zły wspólnik chciał mu odebrać.
A przecież bar chiński, to też miejsce romantyczne i w dodatku egzotyczne. Zjeść można szybko i nabrać energii na wieczór w hotelowym pokoju. Kupił drogiego szampana, wynajął pokoik na całą noc, przed tym najpiękniejszym aktem nawet serenadę zamruczał prawie po anglikańsku. Ależ obeznany we wszechświecie! I ten akcent, którego nigdy nie słyszała. A nawet i inne języki zna, o których tylko marzyła, gdy przeglądała zdjęcia naukowe na portalach lingwistycznych inaczej.
Noc się skończyła, rano wycałował, kawę i śniadanie zamówił.
Szkoda, że musi teraz do Tokio wyjechać, ale tam też jego wspólnik smrodu narobił, a ta legitymacja rządowa i fotka z siłami specjalnymi w portfelu, który oglądała po kryjomu, gdy zasnął, to świadczy, że to jest ten, ten jej jedyny i prawdziwy, i wymarzony, i już go kocha ponad wszystkie stany, nie tylko zjednoczone.
A teraz ta najważniejsza rozmowa, że będzie dzwonił z lotniska, że już tęskni. Zapytał, prawie ze łzami w oczach, czy jest dla niego gotowa rzucić Polskę i wyjechać z nim na wyspy szczęśliwe i inne. No, pewnie, jest wszystko dla niego zrobić gotowa. Nawet ten kredyt w poniedziałek weźmie, żeby mu pomóc rozwiązać sprawy ze wspólnikiem.
Szybko to załatwi, bo księgowa, to jej psiapsiółka. Naprawa samochodu też mu się opóźnia, więc na tych kilka dni pożyczy mu własny, przecież jej wybrany nie będzie komunikacją się turlał. Pożyczyła, kredyt sama przywiozła.
Płakał i przepraszał, że tak się mu podziało, że wdzięczny jest i w ogóle, to już ją kocha. Wsiadł do autka, pojechał. Dzwonił przez pierwszych pięć dni jak oszalały, co godzinę prawie, a ona w pracy rozanielona koleżankom opowiadała ze szczegółami.
Tylko Marta, ta ruda, co to ją facet na gg puścił po kilku randkach, to jakieś głupie uwagi robiła. Ale co tam ta głupia Marta, zazdrosna i tyle. A ukochany dzisiaj nie dzwonił. Pewnie już jest w korporacji i rozprawia się ze wspólnikiem.
Dzisiaj nie będzie mu przeszkadzać. Jutro też nie, a może on sam zadzwoni. Nie chce być dla niego ciężarem, w końcu to dla niego ciężkie chwile.
Odczekała trzy dni, nie wytrzyma dłużej, dzisiaj wieczorem zadzwoni. Próbowała kilka razy, w różnych godzinach, telefon nie odpowiada. Co oni w tej Japonii z tym roamingiem mają? Żeby nie można było się dodzwonić, a przecież jej ukochany tam czeka na jej wsparcie.
Ale zaraz, przecież podawał adres swojej matki, tam miała pojechać i odebrać swoje auto.
No tak, matka pewnie coś wie.
Zwalnia się z pracy, bierze taryfę i jedzie pod wskazany adres. Ale tam nie mieszka żadna kobieta o podanym nazwisku, w ogóle takiego numeru mieszkania nie ma, a na parkingu nie ma jej auta. No tak, jak zwykle ona! Coś musiała pomylić, a tu jeszcze od wczoraj te dolegliwości żołądkowe, rozdrażnienie, a dzisiaj to chyba ma gorączkę.
Po wizycie u lekarza, który stwierdził u niej tę wstydliwą chorobę, nagle, cichutko i bardzo skromnie, zaczął pukać odrzucony, jedyny przyjaciel – rozsądek...
Ta historia wydarzyła się naprawdę, może z nieco innym scenariuszem, ale za to w kilkudziesięciu tysiącach egzemplarzy rocznie – tak wyglądają statystyki policyjne oszustw matrymonialnych w naszym kraju. Większość z nich to przestępstwa, które swoje preludium mają w internecie.
- W 2009 r. Policja odnotowała 7.871 przestępstw oszustw popełnionych przez wykorzystanie mediów lub ogłoszenie (liczba pokrzywdzonych wyniosła 8.099), z tego 4.915 zaistniało w sieci internetowej – mówi podinsp. Grażyna Puchalska z KG Policji w Warszawie.
Są to jednak tylko te przestępstwa, które zostały zgłoszone.