To była jedna z pierwszych, po latach, poważniejszych moich akredytacji. Spotkanie partyjne, prawyborcze jednego z kandydatów na prezydenta miasta. Poprzeć go miał sam premier, więc impreza fotograficzna szykowała się nie lada, bo dla lokalnych mediów, osobistość taka jaka premier, to wydarzenie.
Premiera to ja nieszczególnie sympatią darzyłem, bo apolityczne bydlę ze mnie, ale pomyślałem sobie, że nawet, jak hymn zaśpiewa, to później na zdjęciach i tak go słychać nie będzie. A mnie powiększy się portfolio, a persona taka, że pozycję podnosi.
Czas to był wielkich zmian i wracała groźba nietolerancji znanej z epoki, gdy premier jeszcze był małym działaczem, a walczył o obalenie tego, co sam teraz, chyba nieświadomie, chciał przywrócić.
Pojawiało się pytanie, fotografować go z profilu czy nie. Na szczęście telewizja zdementowała pogłoski o premierowym profilu i ja już wiedziałem, że wolno, a nawet trzeba i z tej pozycji fotografować personę.
Podczas imprezy, premier okazał się nader życzliwy dla fotoreporterskiej gawiedzi i pozwalał niemalże przytulać się obiektywami. Uśmiechnął się nawet do mnie i rękę podał. “Borowiki” nie szalały, jeden gdzieś tam zażartował do kolegi – jak zobaczę, że z profilu to zastrzelę. Ten jednak nie zrozumiał i podszedł do mnie, zapytał, czy naprawdę profilu nie wolno. Wytłumaczyłem, że “Borowik” też człowiek i czasem sobie pożartuje.
Minął czas wyborów, polityk popierany, prezydentem nie został, ale objął inne stanowisko, też ważne. Funkcję piastował, miesiące mijały, czasem spotykaliśmy się podczas jakichś tam lokalnych imprez, rozmawialiśmy służbowo, a czasem nawet i towarzysko. Przyszedł czas, że jedna z placówek kulturalnych zaproponowała mi zrobienie wystawy mojej twórczości fotoreporterskiej. Polityk, popierany przez premiera, objął patronatem moją wystawę. Pomyślałem, że – jako akt sympatii – umieszczę także zdjęcie, gdzie jest obok premiera. W lokalnej gazecie, dla której pracuję do dzisiaj, fotografia została opublikowana w artykule zapowiadającym wystawę. Zdjęcie nosiło tytuł „Polityczna ekstaza”. Przedstawiało tego polityka i premiera w uniesieniu twórczym, podczas odśpiewywania pieśni patriotycznej.
Polityk zdjęcie zobaczył i… obraził się. Do dzisiaj nie wiem, dlaczego. Czy o to, że premier go poparł nieskutecznie, a ja tak niechlubną fotografię pokazałem i przypomniały mu siędni porażki?
Zastanawiam się, czy jakby mi ktoś wspólne z premierem zdjęcie zrobił, to byłbym rad, czy też bym się oburzył?
Nie wiem, ale przypomniał mi się taki wiersz Andrzeja Bursy :
Zażalenie
Panie ministrze sprawiedliwości…
Pan mnie obraża.
Nie znam pana, ale widziałem pańską fotografię w gazecie
I czuję się głęboko obrażony…
Brak komentarzy.