Urodzony 7 maja 2004
Od tragedii, jaka wydarzyła się w Iraku, minęły cztery lata. Wydarzenia te, na zawsze pozostaną żywe w świadomości i uczuciach Jerzego Ernesta. Poprosiłem go, by opowiedział, co jest dla niego ważne, jakimi wartościami kieruje się teraz w życiu.
– Wszyscy mi mówią i ja tak uważam, że obchodzę moje drugie narodziny – mówi Jerzy Ernest – Przeżyłem, udało mi się z tego wyjść, dostałem druga szansę. Zmieniło się bardzo dużo w moim życiu, nabrałem dystansu do wszystkiego. Nie jest najważniejsze poświęcanie się firmie i pracy. Zauważyłem, że jest rodzina, żona, dzieci, mama. Zrozumiałem, że trzeba im poświęcać więcej czasu. Do tamtej tragedii, całe życie podporządkowywałem pracy. Bywało, że w ciągu roku byłem sto dni w domu, a resztę w pracy. Teraz najważniejszymi wartościami są dla mnie te chwile z rodziną, które mogę z nimi spędzić. Mam dorastających dwóch synów, piętnastoletniego Pawła i jedenastoletniego Rafała, a także dorosłego Jacka, który jest też operatorem, oraz dorosłą córkę Julię.
Zrozumiałem też, że to oni o mnie najbardziej dbali, otoczyli mnie uczuciami. Przedtem tego nie zauważałem. Teraz staram się każdą chwilą to pielęgnować, odbudowywać to, co mi uciekało. Przedtem widziałem życie przez oko kamery, teraz korzystam z niego naprawdę.
Inne spojrzenie na pracę
Jurek nadal pracuje jako operator kamery. Uczył się życia od nowa, ale też musiał zmierzyć się z rzeczywistością, która jest w jego pracy. – Przez te cztery lata byłem taki, jakby na nie, na te wyjazdy, ale coś zawsze mnie ciągnęło w tamte rejony, gdzie nie zawsze jest bezpiecznie. To jest chyba silniejsze ode mnie. Byłem już w Afganistanie, Kosowie. Jest już teraz inaczej, bo jeżdżę przy okazji wizyt dyplomatycznych. To bardziej bezpieczne, bo inna jest ochrona. Wtedy, gdy jeździliśmy z Waldkiem, to praktycznie byliśmy zdani tylko na siebie. Jednakże jest to też w jakimś stopniu niebezpieczne, bo tam trwa wojna. Nigdy jednak nie myśli się o tym, że cos może się zdarzyć, trzeba myśleć pozytywnie i to pomaga.
Trzydzieści pięć lat pracy Jurka, to nie tylko wyjazdy na tereny objęte wojną. Przez te lata rejestrował najważniejsze wydarzenia w kraju i na świecie. To taki bakcyl, jak sam mówi, który w nim jest od czasu, kiedy rozpoczął pracę w telewizji. – Dokumentuję różne sytuacje, to nie jest to, że ja gonie za adrenaliną, to chęć zapisywania tego, co ważne. Filmowałem stan wojenny, wszystkie wizyty papieskie, ale też zrobiłem film o ostatnim poszukiwaczu złota, pracowałem tez w Finlandii, gdzie temperatura dochodziła do – 50 stopni Celsjusza, robiłem reportaże w Indiach. Spektrum moich zainteresowań jest bardzo szerokie. Czuję się takim kronikarzem, bo to wszystko, co robię, zostaje przeze mnie zapisane i potem ktoś, kiedyś, dzięki temu, może dowiedzieć, o czymś, co zaciera czas. Takie moje motto, to dokumentować wszystko, co dzieje się wokół mnie.
fot. Andrzej Kamiński
Przeczytaj także: / Taśmy śmierci /1/ - Taśmy śmierci /2/